hanami

Zderzenie kultur, czyli filmowe spotkania Japonii i Zachodu

Z polskiej, europejskiej czy zachodniej perspektywy Japonia fascynuje, nierzadko dziwi, czasem może śmieszy. Jest też swoistym konglomeratem wyobrażeń, przynajmniej dla tych, którzy w niej nigdy nie byli, a którzy znają ją z reportaży, książek czy, oczywiście, filmów.

Dobrze pokazują to właśnie filmy, których fabuła osnuta jest wokół zderzenia kultur Wschodu i Zachodu, konfrontacji systemów wartości, rozumienia fundamentalnych pojęć, wyobrażeń. W historii kina utwory takie powstawały zarówno w Kraju Kwitnącej Wiśni, jak i w Europie i Hollywood.

Wojna

Pierwszą, niejako naturalną płaszczyzną takiego starcia jest II wojna światowa, temat dla kina ważny i wciąż żywy. Ogrom przemocy, okrucieństwa i śmierci na azjatyckim froncie wojennych zmagań zdaje się nie być w naszej świadomości uświadomiony tak bardzo, jak tragiczne wojenne dzieje na Starym Kontynencie. Czasem można odnieść wrażenie, że wojnę na Pacyfiku i w Azji Południowo-Wschodniej lepiej znamy z filmów, wszak kilka tytułów to prawdziwa klasyka kina wojennego.

Dobitny przykład zderzenia mentalności ludzi Wschodu i Zachodu przyniósł słynny, nakręcony w 1957 roku Most na rzece Kwai w reżyserii Davida Leana. W wojennym starciu nie ma zwycięzców innych niż sadyzm, śmierć i szaleństwo (Madness… Madness!). Uwagę widza przykuwają dwa równolegle rozwijane, główne tematy filmu – strategiczna operacja zniszczenia mostu oraz pojedynek postaw między płk. Nicholsonem (wielka rola Aleca Guinnessa) i płk. Saito. Dla obu fundamentem stanowisk jest ta sama wartość – żołnierski honor, traktowany jednak z zupełnie różnych perspektyw. Obaj są w swych postawach absurdalni, obaj trwają w nich do samego końca, ale człowieczeństwo zachowuje tylko Nicholson.

Most na rzece Kwai
Kadr z filmu „Most na rzece Kwai”. Źródło: film.org.pl

Po kilku dekadach podobną sytuację przedstawił inny wielki reżyser – tym razem japoński. Skandalista Nagisa Oshima swój film Wesołych świąt, pułkowniku Lawrence również rozegrał w obozie jenieckim i w oparciu o konflikt kulturowy, stanowiący głębię konfliktu militarnego. I znów jedną z kluczowych kwestii jest honor żołnierza, w tym także silnie złączony z nim rytuał seppuku, pokazany z radykalną surowością, godną postawienia w jednym rzędzie z arcydziełem Masakiego Kobayashiego Harakiri (1962). W stosunku do Mostu na rzece Kwai w Wesołych świąt… pojawił się dodatkowy punkt widzenia – tytułowy bohater, Anglik zafascynowany japońską kulturą, znający ją na tyle, by rozumieć motywację zachowań cesarskich żołnierzy. Płk. Lawrence stara się dokonać niemożliwego i zbudować porozumienie między przedstawicielami obu stron konfliktu. Historia rządzi się jednak swoimi własnymi, okrutnymi prawami… Ilustrowany wyborną muzyką Ryuichiego Sakamoto film na długo zapada w pamięć każdemu, kto poświęci mu uwagę.

Wojenna tematyka była pretekstem do ukazania zderzenia kultury japońskiej i zachodniej także m.in. w Imperium Słońca Spielberga czy w pamiętnym filmie Johna Boormana Piekło na Pacyfiku. Tym razem bohaterów jest tylko dwóch: Japończyk i Amerykanin, grani przez sławy ekranu – Toshiro Mifune i Lee Marvina. Relacja dwóch rozbitków zmienia się, przechodząc od wrogości, przez wymuszoną współpracę, przyjaźń aż do ponownego konfliktu, by zakończyć się w sposób dobitnie przypominający o absurdzie wojny.

Obcy w Japonii

Przyjazd człowieka Zachodu do Japonii zapewne zawsze oznacza zetknięcie się z całkowicie innym światem. Jak pokazują filmowcy, poczuciu obcości można się poddać, ale można też spróbować Japonię oswoić i zrozumieć.

the yakuza
Kadr z filmu „Yakuza”. Źródło: mubi.com

Yakuza Sydneya Pollacka to esencja tego, co wielu widzów uwielbia – estetyki i „klimatu” lat 70. w amerykańskim kinie. Pozornie nieśpieszna narracja, zazębiające się wątki, z pozoru surowa, a w istocie dopracowana w każdym szczególe praca kamery. Temat zaś koncentruje się, a jakże, na konfrontacji opartej na odmiennym postrzeganiu honoru. Pollack sprawnie okrasza filozofię swego filmu mocnymi scenami przemocy, a przede wszystkim potrafi oddać dwuznaczną fascynację amerykańskiego bohatera filmu specyfiką japońskiego świata: groźnego, tajemniczego, niekiedy agresywnego, ale urzekającego.

Źle czuje się w nim natomiast grany przez Billa Murraya przebrzmiały gwiazdor filmowy, który w Tokio kręci reklamówkę – to oczywiście przebój Między słowami w reżyserii Sofii Coppoli. Barier kulturowych przełamać się nie da, ale te międzyludzkie – tak, jak zdaje się mówić reżyserka tego kameralnego, trochę smutnego, ale też zabawnego filmu. Japonia jest tu głownie tłem, ale jednak znaczącym – gdzież indziej człowiek Zachodu może czuć się bardziej zagubiony i samotny?

Lost in Translation
Kard z filmu „Między słowami”. Źródło: novekino.pl

Pytanie to postawić można także w kontekście filmu Hanami – kwiat wiśni. Przejmujący, choć opowiadany spokojnym tonem obraz rozpadu niemieckiej rodziny swój rozbudowany epilog znajduje w odległym Kraju Kwitnącej Wiśni. Starzejący się, nieświadomy swej śmiertelnej choroby bohater filmu jedzie tam, by złożyć swoisty hołd swej zmarłej żonie, przez całe życie zafascynowanej tradycyjnymi odmianami japońskiego teatru. Obcy i zagubiony w hałaśliwym, pełnym elektronicznych gadżetów i niezrozumiałych obyczajów japońskim mieście, stopniowo odnajduje jednak wewnętrzny spokój. Dzieje się tak dzięki nieoczekiwanej przyjaźni z bezdomną Japonką, z którą wyrusza, by ujrzeć górę Fuji.

hanami kwiat wiśni
Kadr z filmu „Hanami – kwiat wiśni” Źródło: nytimes.com

Na marginesie warto dodać, że ciekawe są także motywy odwrotne, czyli przenikania japońskiej kultury do świata Zachodu. W kinie ma to miejsce na wielu płaszczyznach. Słynny western Siedmiu wspaniałych to remake Siedmiu samurajów Akiry Kurosawy, z kolei innym filmem tego reżysera, Ukrytą fortecą, inspirował się George Lucas, tworząc skompilowaną z niemal wszystkich znanych mitologii sagę Gwiezdnych wojen. Kodeksem samurajskim zafascynowany jest zaś główny bohater znakomitego filmu Jima Jarmuscha Ghost Dog – droga samuraja. Przykłady można by jeszcze długo mnożyć.

Wielka klasyka, świetne kino najnowsze

Na koniec natomiast warto poruszyć jeszcze jeden, wręcz oczywisty wariant zderzenia kultur – sytuację widza, na przykład polskiego, oglądającego japoński film o japońskich obyczajach i kulturze. Doświadczenie to bywa wymagające, zwykle daje jednak wielką satysfakcję. Warto zatem zachęcić do poznania choćby tych kilku najwspanialszych obrazów z klasyki japońskiego kina, ale i tych najnowszych.

Klasyka to bowiem „nie tylko Kurosawa”, jak brzmiał tytuł przeglądu japońskiego kina. Owszem, Kurosawę znać naprawdę warto – choćby dla mroku tokijskiej wersji „czarnego kryminału”, czyli dla Zbłąkanego psa, dla brawurowego odczytania Makbeta w Tronie we krwi, dla relatywizmu narracji w Rashomon, czy dla mądrości i namysłu nad śmiercią w Dersu Uzale. Ale legendami i mistrzami kina japońskiego są też przecież wspomniany Kobaysahi, prawdziwy wirtuoz opowiadania o rytuałach i legendach, Yasujiro Ozu przez lata przyglądający się życiu rodziny, brutalny, a zarazem poetycki Oshima (oprócz wspomnianego w niniejszym tekście Wesołych świąt… autor dylogii Imperium zmysłów i Imperium namiętności), czy też Kenji Mizoguchi, reżyser słynnych Opowieści księżycowych.

imperium zmysłów
Kadr z filmu „Imperium zmysłów”. Źródło: nowehoryzonty.pl

Współczesne kino japońskie również ma wiele do zaoferowania. Słodko-gorzki obraz pogrzebowych rytuałów w Pożegnaniach, piękną opowieść o miłości, ojcostwie i rodzinie w Jak ojciec i syn, czy efektowne, przerysowane, a zarazem na swój sposób poetyckie popisy Takeshiego Kitano.

jak ojciec i syn
Kadr z filmu „Jak ojciec i syn”. Źródło: tvp.pl

A zatem warto w któryś nadchodzący śnieżny wieczór zaparzyć sobie japońskiej herbaty… albo, rzecz jasna, kawy i urządzić sobie seans z filmami z Japonii i o Japonii.

Dominik Wierski

3 myśli nt. „Zderzenie kultur, czyli filmowe spotkania Japonii i Zachodu”

  1. Wprost nie z tego świata tekst. Przyjemność czytania zupełnie dalekowschodnia mimo, ze nie wspomniano o kultowych swego czasu w Polsce filmach z Godzillą. Ja wiem – to taka kawa Inka światowego kina. Albo z bromem….

  2. Po lekturze tak fachowego i bogatego w treść artykułu, chciałoby się czym prędzej zaspokoić rozbudzone kinematograficznie potrzeby i rzucić się z entuzjazmem w ramiona X muzy. Niestety proza życia w sposób bezwzględnie skuteczny potrafi unicestwić te szlachetne dążenia. Zatem w oczekiwaniu na odrobinę niezagospodarowanego czasu, tęsknie wyglądam chwili gdy będziemy mogli się wreszcie sklonować – i to najlepiej nie jeden raz. Tak sobie marzę: pierwszy z owych wtórników będzie czytał książki, drugi słuchał muzyki, trzeci oglądał filmy. Oryginał niech zajmie się pracą – wszak dobra kawa kosztuje…

Dodaj komentarz