Itsukushima Gate

Gagaku – muzyka zatrzymana w czasie, czyli gdy mniej znaczy więcej

W pierwszej części artykułu o muzyce Japonii (Przybliżanie Dalekiego Wschodu) nadmieniłem, że tam, na „krańcu świata”, przyjdzie nam zetknąć się z estetyką diametralnie odmienną od naszych codziennych, muzycznych doświadczeń. Dlatego w części drugiej spróbujmy przyjrzeć się bardziej owej egzotycznej odmienności.

Wyróżniającą cechą muzyki gagaku jest przede wszystkim oryginalne postrzeganie samej istoty dźwięku. W przeciwieństwie do klasycznej muzyki europejskiej, w której to tworzący melodię szereg dźwięków odgrywa decydującą rolę o jakości kompozycji, nadając jej tak zwany sens muzyczny, w gagaku uwaga skupiona jest na każdym pojedynczym dźwięku. W nim skumulowane są wszelkie emocje i piękno – jest wartością samą w sobie. W tej teorii, sięgającej korzeniami do filozofii chińskiej, każdy pojedynczy ton traktowany jest jako nierozerwalny element wielkiej drogi tao, który ma zdolność przekształcania się w przestrzeń i czas. Muzyka gagaku odzwierciedla też typową dla sintoizmu filozofię czasu, wyrażoną w terminie nak aima (tu i teraz), który oznacza koncentrację na chwili bieżącej. By słuchacz mógł w pełni delektować się dźwiękami, czas w gagaku płynie niezwykle wolno, a to dla wiecznie zapędzonego melomana z Zachodu może sprawiać wrażenie muzyki zatrzymanej w czasie.

Gagaku, jakie możemy usłyszeć współcześnie, wykształciło się w okresie Heian. Po okresie naporu obcych idei Japończycy zaczęli odczuwać potrzebę powrotu do rodzimych wartości i z pasją sięgnęli do własnego dziedzictwa kulturowego. Ów zwrot w sposobie myślenia sprawił, że pożądano muzyki doskonałej, która w odróżnieniu od eklektycznej i kontynentalnej muzyki dworsko-ludowej, miała się nadawać do uświetniania uroczystości w pałacu cesarskim, oraz uwznioślenia organizowanych w świątyniach ceremonii sintoistycznych i buddyjskich. Wówczas uporządkowano wszystkie występujące w Japonii style, i w zależności od ich pochodzenia, dokonano kategoryzacji na: „muzykę lewej strony” (saho no ongaku) w skład której wchodziły style: chiński, wietnamski, indyjski i centralnoazjatycki, oraz na „muzykę prawej strony” (ucho no ongaku) do której zaliczano style koreański i mandżurski. Z czterech głównych gatunków gagaku najistotniejsze są dwa: muzyka instrumentalna kangen i akompaniament do tańców bugaku.

Orkiestra gagaku składa się z trzech podstawowych grup instrumentów: strunowych, dętych i perkusyjnych. Pod tym względem przypomina więc orkiestrę europejską, choć bardzo się od niej różni brzmieniem, zastosowaniem poszczególnych grup instrumentalnych i ich funkcją w muzyce. Wynika to stąd, że w muzyce zachodniej to instrumenty strunowe „grają pierwsze skrzypce” natomiast w gagaku ta rola przypada instrumentom dętym. To one prowadzą główną linię melodyczną utworu, natomiast instrumenty strunowe stanowią jedynie tło o charakterze rytmicznym. Ta odmienna faktura ma wpływ na niecodzienne, unikalne brzmienie orkiestry gagaku.

Hichiriki
Hichiriki
sho
Sho

Jej głównym instrumentem solowym w jest hichiriki. To mały obój (14cm) zbudowany z kory czereśniowej i drewna bambusa. W najstarszych wierzeniach Japończyków obój hichiriki zapisał się jako symbol ziemi, a jego dźwięk utożsamiano z głosem ludzi.

Egzotykę i tajemniczość wprowadza do gagaku bambusowa fletnia sho. Jej pochodzenie wiąże się ze starożytną legendą o chińskim feniksie – kształt sho stworzono właśnie na wzór tego mitycznego ptaka, a dźwięk fletni miał imitować jego wołanie. Sho składa się z siedemnastu piszczałek połączonych koliście w drewnianym korpusie wyposażonych w metalowe stroiki. Dźwięk wydobywa się poprzez wdmuchiwanie i wciągnięcie powietrza w drewniany ustnik przy jednoczesnym zakryciu otworów palcowych każdej z piszczałek. Na sho można wykonać jedenaście współbrzmień, z których każde ma własną nazwę. By zapobiec gromadzeniu się wilgoci, mogącej zakłócić wydobycie dźwięku, stroiki piszczałek smaruje się woskiem, a przed występami i w przerwach całą fletnię ogrzewa się w specjalnym naczyniu. Sho od najdawniejszych czasów uważa się za „niebiańskie światło”- jej dźwięk odzwierciedla głos Nieba.

Ryuteki
Ryuteki

W całej muzyce japońskiej, a w gagaku w szczególności, bardzo ważne miejsce zajmują flety. Z trzech głównych odmian podstawowy i największy (40 cm), to ryuteki. Pochodzi z Chin i reprezentuje orkiestrę lewej strony co zaznaczone jest czerwonym brokatem na końcu piszczałki. Zgodnie z najstarszymi chińskimi wierzeniami ryuteki symbolizuje nadejście smoków (!) tańczących wśród niebiańskich latarni. Podkreśla to nazwa instrumentu, której pierwszy człon „ryu”, smoka właśnie oznacza. Skoro obój hichiriki jest głosem ziemi, fletnia sho światłem Nieba, to między nimi pojawia się symbolizujący powietrze ryuteki, który oddzielając niebo i ziemię staje się jednocześnie łącznikiem miedzy nimi. Dla Japończyków to oczywiste: „Ta przestrzeń w rzeczy samej musi być miejscem tańczących smoków. Nie kokietując nieba, nie brudząc się ziemią, dryfują między melodią dwóch instrumentów”. 

Utagawa Kuniyoshi - Dragon
Utagawa Kuniyoshi – Dragon

Muzyka Japonii nieodłącznie kojarzy się też z cytrami. Z wielu występujących tu odmian najważniejsze są dwie: wagon (cytra japońska) oraz gakuso.

Wagon
Wagon
Gakuso
Gakuso

Pierwsza darzona jest wielką admiracją, co wiąże się z rolą jaką odegrała w kosmogonii japońskiej. Opowiada to mit o bogini słońca Amaterasu, która obrażona na złośliwego brata, boga wiatru, ukryła się w pieczarze i odmówiła wyjścia. Doprowadziło to w konsekwencji do wielu nieszczęść: na świecie zapanował mrok, drzewa przestały rodzić a złe duchy zaczęły swawolić i dokazywać. Wówczas jedna z bogiń stanęła na beczce odwróconej do góry dnem i zatańczyła przed pieczarą frywolny taniec, akompaniując sobie na sześciu drewnianych łukach. Muzyka i gromki śmiech zgromadzonych bogów tak zaciekawiły Amaterasu, że wyłoniła się zza głazu, którym się zabarykadowała. Bóstwa natychmiast wykorzystały ten moment, zamykając wejście do jaskini i osadzając Amaterasu na boskim firmamencie. A z owych sześciu łuków powstała cytra wagon. Jej sześć jedwabnych strun stroi się za pomocą mostków wykonanych z gałązek klonu lecz nie są one nastrojone w typowy, powszechnie stosowany sposób (od dźwięków najniższych do najwyższych) lecz tworzą konkretnie określoną sekwencję dźwięków. 

Amaterasu opuszczająca jaskinię
Amaterasu opuszczająca jaskinię

Ostatnim instrumentem z tej grupy jest czterostrunna lutnia biwa. Jej brzmienie kojarzy się Japończykom z Shichifukujin.

Biwa
Biwa

To grupa siedmiu bóstw szczęścia, którzy pojawili się w Japonii wraz z wprowadzeniem buddyzmu i stanowią obiekt kultu do dziś. Są symbolem długowieczności, uprzejmości, uczciwości, honoru i szczęścia. Na biwie grała bogini Benten, uchodząca za wcielenie hinduskiej Saraswati – patronki bogactwa, urody, miłości, a przede wszystkim muzyki. Zgodnie z ludowymi podaniami, często ukazywała się młodym artystom, przekazując im tajniki gry na lutni i zachęcając do rozwijania talentu. Także sam Budda, jak głoszą legendy, nauczał niewidomych bardów do śpiewnego recytowania sutr przy akompaniamencie biwy. Nic więc dziwnego, że także dziś Japończycy darzą ją wielką estymą. 

7 japońskich bóstw szczęścia: Daikokuten (Shiva, Mahakala), Bishamonten, Ebisu, Fukurokuju, Benzaiten, Hotei i Jurōjin.
7 japońskich bóstw szczęścia: Daikokuten (Shiva, Mahakala), Bishamonten, Ebisu, Fukurokuju, Benzaiten, Hotei i Jurōjin.

Ostatnia grupa orkiestry gagaku to instrumenty perkusyjne. Należą one do najstarszych w Japonii i tworzą grupę o największym zróżnicowaniu. Ze względu na przypisywanie im głębokiego, duchowego znaczenia ich rola nie polega wyłącznie na utrzymywaniu pulsu. Już w najstarszych obrzędach sintoistycznych przy ich pomocy zapewniano sobie przychylność bóstw. W melodiach gagaku, w których pojawiają się zawiłe struktury frazowe i rozwlekłe tempo, instrumenty perkusyjne stanowią główny punkt odniesienia. Jak ważną rolę pełnią w tej muzyce podkreśla fakt obsadzenia koncertmistrza właśnie w tej grupie instrumentów, a nie jak w muzyce europejskiej, wśród instrumentów smyczkowych.

kakko
Kakko

Za przewodni instrument gagaku uważa się kakko – mały bęben z dwiema membranami ze skóry jelenia. Ustawiony horyzontalnie na rzeźbionych, drewnianych nogach uderzany jest przez pierwszego instrumentalistę (choro), który swą grą oznajmia zmiany rytmu i tempa utworu.

Sannoko
Sannoko

W orkiestrze prawej strony stosowany jest inny bęben zwany san no tsuzumi. Tym co odróżnia go od kakko jest klepsydrowy kształt pozwalający na przestrajanie membran w czasie gry. Również ustawia się go poziomo na podłodze przed grającym, który prawą ręką uderza drewnianą pałką w membranę, drugą regulując wysokość dźwięku za pomocą sznurowego naciągu.

dadaiko
Dadaiko
Tsuridaiko
Tsuridaiko

Najbardziej imponujące wśród instrumentów gagaku są wielkie bębny taiko. Instrument ten dotarł do Japonii prawdopodobnie już w czasach pierwszych migracji ludów, czyli około dwunastu tysięcy lat przed naszą erą. W gagaku taiko nazywa się gakudaiko. Jest to dwumembranowy bęben zawieszony wewnątrz kunsztownie rzeźbionej ramy. W muzyce do widowiska tanecznego bugaku wykorzystuje się jego odmianę – monstrualny bęben dadaiko, którego przepiękne kształty i misterne zdobienia należą do największych atrakcji estetycznych i dźwiękowych. Dadaiko charakteryzuje się cylindrycznym korpusem wykonanym z drewna cyprysowego. Olbrzymie membrany ze skóry wołu o średnicy dwóch metrów otoczone są metalową, bogato zdobioną obręczą. Przynależność do orkiestry lewej strony podkreślają języki ognia, symbolizująca słońce rozgwiazda na szczycie instrumentu oraz wizerunki smoka na obręczy. W orkiestrze lewej strony dadaiko występuje zawsze w towarzystwie swego „brata” wykorzystywanego w muzyce prawej strony, który wyróżnia się kolorami chłodnej zieleni i błękitu, obręczami zdobionymi wyobrażeniami feniksa. Oba instrumenty ustawiane są po dwóch stronach schodów prowadzących na scenę bugaku, co podkreśla ich wzajemną symbiozę wynikającą z zasady yin yang. Natomiast w muzyce instrumentalnej kangen w miejsce imponującego dadaiko stosuje się mniejszy lecz bardziej praktyczny tsuridaiko. Również on jest pięknie ozdobiony: rzeźbiona oprawa pokryta laką przedstawia feniksy i smoki na tle obłoków, a szczyt instrumentu wieńczy korona złotych płomieni.

Shoko
Shoko

Dopełnieniem sekcji instrumentów perkusyjnych jest niewielki gong shoko, wykonany z brązu i osadzony w ozdobnej ramie, którego niepowtarzalny dźwięk wprowadza do muzyki gagaku wiele egzotyki.

Jednak odmienność instrumentarium to jeszcze nie wszystko – zaskakujący jest też sposób w jaki została rozmieszczona orkiestra w muzyce gagaku. Jej układ zaprzecza bowiem wszelkim zachodnim poglądom na temat zachowania proporcji i harmonii w brzmieniu poszczególnych instrumentów. Na dalszy plan został zepchnięty ceniony przez Europejczyków element wizualno-estetyczny, pozwalający słuchaczowi obserwować wszystkich muzyków na scenie. Tu wzrok przykuwa przede wszystkim umiejscowiony centralnie bęben gakudaiko – instrument największy w całej orkiestrze, zasłaniający jednak innych muzyków. Takie jego usytuowanie jest jednak uzasadnione tradycją – traktowany jest jako punkt odniesienia i oś orkiestry symbolizując jedność wykonawców z otaczającym światem. Pozostałe instrumenty perkusyjne – bęben kakko i gong shoko – również ustawione są w pierwszym szeregu. Ten układ ma przede wszystkim znaczenie praktyczne: pozwala pozostałym muzykom obserwować ruch ręki perkusistów co umożliwia jednoczesne, precyzyjne wejścia. Z tego samego powodu w drugim szeregu sytuuje się instrumenty strunowe – z lewej strony gakuso, z prawej lutnie biwa. Dopiero na samym końcu, w najmniej widocznym miejscu, siedzą muzycy grający na instrumentach dętych – (od lewej) flet ryuteki, obój hichiriki i fletnia sho.

gagaku
Układ muzyków w orkiestrze

Na tym nie koniec różnic i odmienności. Europejskiemu melomanowi zapewne trudno sobie wyobrazić orkiestrę symfoniczną grającą bez dyrygenta. Jest on bowiem uważany za niezbędnego do kierowania zespołem i mającego ogromny wpływ na interpretację wykonywanej kompozycji. To on przy pomocy batuty wyznacza tempo, rytm, dynamikę i artykulację fraz, wskazuje wejścia poszczególnych instrumentów i wpływa w zdecydowany sposób na brzmienie orkiestry. Jak to zatem możliwe, że w muzyce gagaku funkcja dyrygenta w ogóle nie występuje? Otóż tutaj najbardziej cenioną cechą jest swoboda, nieskrępowanie, ład i harmonia z otaczającym światem. Narzucający tempo dyrygent krępowałby wolność muzyki, hamował długość brzmień wydobywanych z instrumentów. W gagaku czas nie jest pojęciem czysto fizycznym, dlatego nie mierzy się go precyzyjnie ani nie określa. Według Japończyków to czas uniwersalny, wykraczający poza sferę ziemską (profanum) i boską (sacrum). To czas w którym najważniejsza jest zgodność i harmonia grającego ze wszechświatem. W jego odmierzaniu kluczowe znaczenie ma zatem naturalna długość oddechu muzyka, jego samopoczucie i stan ducha. W czasie koncertu obowiązkiem grających jest spoglądanie raz po raz na sąsiadów siedzących przed nimi, wsłuchiwanie się w dźwięk ich muzyki i dostosowywanie swojego oddechu do rytmu oddechu pozostałych członków orkiestry.

Grający na ryuteki
Grający na ryuteki

Muzyków gagaku różni też od wykonawców europejskich stateczna postawa, która stwarza wrażenie braku emocjonalnego zaangażowania w interpretowany utwór. Pożądana u muzyków zachodnich ekspresyjna mimika, gestykulacja, eksponowanie ruchów grającego czy wyraziste emocje są wręcz zabronione. Burzą one, w opinii znawców, estetykę wykonania, przeszkadzają w kontemplowaniu muzyki i czerpaniu przyjemności. O artyzmie decyduje nie ekspresja, lecz pełna gracji i spokoju opanowana postawa instrumentalisty, która symbolizuje jedność oraz doskonałą harmonię z otaczającym światem.

Czy możemy z tej naszej podróży przywieźć jakąś mądrość, interesującą konkluzję czy morał? Czy da się z niej wysnuć pouczający wniosek, przesłanie, może inspirującą pointę? Czy jest w stanie wzbogacić nas o płodne przemyślenia i refleksje? Z pewnością tak. Twierdzenia starożytnych mędrców potwierdzają współcześni muzykoterapeuci: dźwięki niewątpliwie oddziałują na człowieka. Ich treść i jakość mają znaczenie. Nie jest zatem obojętne czym karmimy nasze zmysły. Gdy otacza nas hałaśliwy bełkot, zalewa potok dźwięków jałowych i bezwartościowych – z pewnością nie pozostaje to bez znaczenia dla naszej duchowej kondycji. Gdy nachalny łomot ogłusza nas i otumania, tępiąc w zarodku każdą kiełkującą myśl, dokonuje się gwałt na naszej wrażliwości. Rodzi się zatem pytanie: czy rzeczywiście trzeba bezkrytycznie faszerować się całym tym zgiełkiem, czy nie można postawić tamy wszechobecnemu zalewowi dźwięków ewidentnie szkodliwych. Tu Japończycy podpowiadają – już w epoce Heian (794-1192) wrażliwość na piękno sztuki i otaczającego świata, a także zmysł literacki i muzyczny stanowiły główną miarę wartości człowieka. Receptą zatem wydaje się być świadomy wybór wolnego człowieka, który nie utożsamia „słuchania” ze „słyszeniem”, potrafi odrzucić wydmuszki – dźwięki puste, pozbawione znaczenia, który wie, że nader często „głośno i szybko” oznacza jedynie dużo niczego.

Dźwięki do nas przemawiają, to prawda, ale nie tylko one. Cisza też. Podobno w ciszy można spotkać samego siebie. Lecz ilu z nas ma odwagę na takie spotkanie?

Karol Szymanowski

3 myśli nt. „Gagaku – muzyka zatrzymana w czasie, czyli gdy mniej znaczy więcej”

  1. Karolu, jak zawsze głębokie i fascynujące. Wprawdzie muzyka tradycyjna Japonii jest mi zupełnie obca, jedyne strzępki, jaki pamiętam to te z filmów przede wszystkim Kurosawy (który był bardzo popularny w latach 60 ub. stulecia, ale kto go dziś pamięta). Ten wielki bęben gakudaiku słyszałem i widziałem (chyba?) kilkanaście lat temu w telewizji, kiedy transmitowano w Dzień Muzyki jakiś występ, o ile dobrze pamiętam Boba Dylana – będę musiał odszukać na taśmach VHS, czy się nie mylę, ale to już po powrocie z festiwalu w Świeciu. Swoją drogą – ciekawy byłby taki koncert prawdziwej japońskiej muzyki gdzieś w Polsce, najlepiej w pobliżu Bydgoszczy.
    I na marginesie – racja, że bardzo często szybkość muzyka zabija muzykę. Niestety, nie do wszystkich to dociera.
    Zapa

  2. Bardzo ciekawy wpis. Tak mnie nim Pan zaintrygował, że odpaliłam youtube’a i posłuchałam trochę tej muzyki. Rzeczywiście jest przepiękne i trochę tajemnicza. Bardzo lubię takie wpisy i czekam na więcej. Dziękuje i pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz