mambo kings

Rewolucja, mafia, muzyka i… znów trochę nostalgii. Kino kubańskie

Sytuacja Kuby i jej relacje ze światem zewnętrznym, głównie ze Stanami Zjednoczonymi, ulegają na naszych oczach stopniowym przemianom. Dla kina, zwłaszcza hollywoodzkiego, chyba jeszcze długo jednak będzie – jak żaden inny kraj – rezerwuarem obrazów przeszłości.

Przed zwięzłym przeglądem wizji Kuby w kinie amerykańskim, warto wspomnieć o kinematografii narodowej. Kubańskie kino rozsławił przede wszystkim Tomás Gutiérrez Alea, niestroniący od rewolucyjnej tematyki, ale potrafiący zachować artystyczną i myślową niezależność. Jego filmy to nie tylko klasyka rodzimej kinematografii, ale też mocny punkt wielu międzynarodowych przeglądów i festiwali, a dziś – temat interesujących retrospektyw. Kuba w ogniu to nowelowe spojrzenie na rewolucję 1958 roku, niewolne od ideologii, zachowujące jednak wiarygodność postaci i ich motywacji. W innych filmach Alei ogromną rolę odgrywa symbolika, odnosząca się do kubańskiego losu, zaskakująca błyskotliwymi metaforami i iście latynoskim patosem. Przoduje pod tym względem nakręcona w 1976 roku Ostatnia wieczerza – opowieść o właścicielu plantacji trzciny cukrowej, który przybiera pozę Chrystusa i wraz ze swymi niewolnikami odtwarza Wielki Tydzień. Jest więc wieczerza w Wielki Czwartek, pasja w Wielki Piątek i Golgota. Klasowe różnice i instynkty prowadzą jednak do nieoczekiwanego, dramatycznego rozwoju wydarzeń.

Kino kubańskie
Kadr z filmu „Ostatnia wieczerza”. Źródło: ack.lublin.pl

O relacjach panów i poddanych opowiadali też Rozbitkowie z 1979 roku, z kolei najbardziej znany na forum międzynarodowym film Alei – Truskawki i czekolada z 1993 roku – w odważny sposób mówił o zderzeniu komunistycznej ideologii z namiętnościami i seksualnością.

Trzeba jednak przyznać, że filmowe oblicza Kuby większość widzów kojarzy głównie z obrazów amerykańskich. W nich zaś dominują wymienione już w tytule tematy: rewolucja zmieniająca porządek polityczny i społeczny wraz z towarzyszącymi jej reperkusjami, a także świat, który zmiotła z powierzchni Ziemi – czyli Kuba przedrewolucyjna, owszem – pełna gangsterów, żyjącą hazardem, niesprawiedliwie dzielącą bogactwa, ale w jakiś sposób urzekająca: kolorytem, erotycznym żarem, czy muzyką. Innymi słowy – Kuba, a zwłaszcza jej stolica Hawana to miasto piękne i utracone, jak głosił zresztą tytuł popularnego filmu Andy’ego Garcii.

Paradoksalnie, filmy o Fidelu Castro i Che Guevarze są zazwyczaj szybko zapominane. Kto pamięta dziś o Che! Richarda Fleischera z 1969 roku? Kto wraca do przydługiego Che – rewolucja Stevena Soderbergha? Śmiem sądzić, że niewielu widzów. Najbardziej pamiętny filmowy obraz Castro to chyba parodia z Bananas w wykonaniu niepowtarzalnego Woody’ego Allena:Kino kubańskie

Nie trzeba nawet całego filmu, bowiem sam pojedynczy kadr wystarczy, by śmiać się do rozpuku.

Istnieje jednak chyba swego rodzaju klasyka „hollywoodzkiej Kuby” tworzona przez kilka tytułów z różnych obszarów gatunkowych, łączonych jednak pewną wspólną wizją Kuby i Hawany sprzed, w trakcie i po rewolucji.

W znakomitych kubańskich sekwencjach Ojca chrzestnego II wyspa jest areną gry o pieniądze i władzę w amerykańskiej mafii. Rodziną Corleone twardą ręką rządzi już Michael, na którego zewsząd czyha zagrożenie. Zdrada może być wszędzie. Jakże by inaczej, kulminacja kubańskiego wątku następuje w noc sylwestrową 1958 roku. Uścisk Michaela i Fredo, wraz ze słowami o złamanym sercu, należy do najbardziej pamiętnych scen mafijnej sagi Francisa Coppoli.

Warto podkreślić, że braci zagrało dwóch wybitnych przedstawicieli amerykańskiego aktorstwa – Al Pacino i przedwcześnie zmarły John Cazale, doskonale oddający wahania i słabość swego bohatera. Kuba pełni w Ojcu chrzestnym II nie tylko funkcję malowniczego miejsca akcji, ale i symbolu końca starych czasów – miasto upada, a w rodzinie Corleone na zawsze odchodzą w przeszłość zasady z poprzedniej epoki, znaczonej majestatyczną postacią Don Vita. Rodzina nie jest już jednością.

Bardzo chłodno przyjęto niestety Havanę Sydneya Pollacka. Zawsze mnie to dziwiło. Film jest bowiem esencją tego, co rozumie się przez nostalgiczną wizję kubańskiej stolicy, wraz z całym zasobem elementów tworzących jej kulturowy wizerunek: nocne kluby, cygara, hazard, wykwintne alkohole, seks, muzyka, amerykańskie samochody… To nie jest film o historii, lecz o pewnym micie. W dodatku – zbudowanym na archetypicznej dla melodramatu opowieści o miłosnym trójkącie, pełnym nawiązań, a jakże!, do Casablanki.

Havana - kino kubańskie
Kadr z filmu „Havana”

Dopiero gdy przyjmie się taką perspektywę, można Havanę docenić. A Kuba w tym filmie (bo nie tylko stolica, ale i ogarnięta rewolucyjnymi walkami prowincja) zaczyna wówczas żyć swym własnym, mitycznym ekranowym życiem. Muzyka skomponowana przez Dave’a Grusina to zaś bodaj najsłynniejsze kubańskie dźwięki w hollywoodzkim kinie.

Innym ciekawym filmem dobrze oddającym kubańską obyczajowość i kulturę i wpisującym je w konteksty społeczno-polityczne jest wspomniany już Hawana – miasto utracone. Jest w nim atmosfera klasycznych, hollywoodzkich melodramatów, pięknie oddana ikonografia przedrewolucyjnej Kuby i odpowiednia ilość nostalgii. A wszystko okraszone, jak w filmie Pollacka, piękną muzyką.

Otóż to – muzyka bywa przecież wręcz bohaterem filmowych opowieści o Kubie. W fabularnej wersji widać to w brawurowej animacji Chico i Rita oraz w Królach mambo, z dobrymi rolami Armanda Assante i Antonio Banderasa. Film ten opowiada o braciach, którzy na początku lat 50. muszą opuścić Kubę z powodu miłosnych zatargów, po czym robią karierę w amerykańskim showbiznesie. Za sukces muszą jednak zapłacić wysoką cenę.

Najsłynniejszy filmowy portret kubańskiej muzyki przyniósł oczywiście dokument Wima Wendersa Buena Vista Social Club. Chyba w żadnym innym filmie o Kubie po rewolucji tak dobitnie nie oddano jej kultury i… czasu, który płynie, a jakby stoi w miejscu, co podkreślają stare amerykańskie samochody, wciąż jeżdżące ulicami Hawany.

To zaledwie kilka tytułów, kilka opowieści o kraju i mieście, których już nie ma w rzeczywistości, ale które żyją i będą żyć na ekranie. Czasem nawet nie sposób oprzeć się wrażeniu, że to właśnie filmowa, mityczna Hawana jest tą prawdziwą.

Dominik Wierski

2 myśli nt. „Rewolucja, mafia, muzyka i… znów trochę nostalgii. Kino kubańskie”

  1. Wspaniały artykuł. Stał się dla mnie silną motywacją do nadrobienia zaległości w mojej kinematograficznej edukacji i obejrzenia drugiej części Ojca Chrzestnego. Dziękuję! I pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz