Japonia

Przybliżanie Dalekiego Wschodu

Spoglądając z uwagą na ostatnie dwieście lat historii Japonii, trudno nie dostrzec troski jej mieszkańców o zachowanie swej przebogatej tradycji. W roku 1800 Japonią wciąż jeszcze władała grupa wielkich panów feudalnych, z których największą potęgą był ród Tokugawa. szogun

Shogunowie z tego rodu sprawowali rządy w imieniu cesarza i przez dwa stulecia (wiek XVII i XVIII) zapewniali Japonii pokój, trzymając w ryzach inne narody i separując kraj od cudzoziemców. Jednak za ową izolację, której celem była ochrona narodowej tożsamości przed destrukcyjnym wpływem obcych, przyszło Japończykom zapłacić. mapa Japonii

Ceną było zamknięcie się na świat i odcięcie od dokonującego się tam postępu. Jakie mogą być konsekwencje takiej polityki pokazał dobitnie los Chin – niegdyś wielkiego mocarstwa, a w połowie XIX w., całkowicie sterroryzowanego przez państwa europejskie. Butni Chińczycy, ufni w swą cywilizacyjną wyższość nad „barbarzyńcami” z Europy, jeszcze na progu XVIII w. potrafili z lekceważeniem odprawić brytyjskie poselstwo, traktując Anglię jako kraj leżący gdzieś na końcu świata. Dla władców Chin było to typowe podejście: to ich kraj był kolebką cywilizacji, „Państwem Środka” otoczonym przez wasalne ludy, podlegające chińskim wpływom. Dalej była już tylko dzicz nie zasługująca na uwagę. Ale ignorancja, zwłaszcza w parze z arogancją, rzadko przynosi dobre owoce. Toteż już po upływie czterech dekad to starożytne mocarstwo, o tradycji liczącej tysiące lat, musiało uznać wyższość „zamorskich diabłów” i podpisać serię upokarzających traktatów. Dla Japończyków była to pouczająca lekcja i trzeba przyznać, że sumienie ją odrobili. Pragnąc za wszelką cenę oszczędzić swej ojczyźnie podobnego losu odstąpili od polityki zamkniętych drzwi i korzystając z zachodniej wiedzy i technologii szybko rozpoczęli modernizację kraju. Powstało państwo narodowe, stworzono armię typu europejskiego, zorganizowano pocztę, wybudowano pierwszą linię kolejową, zaczęto wydawać gazetę codzienną, przyjęto europejski kalendarz. Celem Japończyków było nauczenie się tego wszystkiego, co w zachodniej cywilizacji było użyteczne, i wykorzystanie tego przy unowocześnianiu kraju – ale, co ważne, bez zatracania własnego charakteru narodowego i obyczajów. japonia

Pomimo zlikwidowania stanu samurajskiego, pielęgnowano wiele elementów tradycji, pamiętając o patriotycznym kulcie, czci należnej cesarzowi, szacunku wobec rodziców, a w razie potrzeby samopoświęceniu dla sprawy narodu. Pomimo zmian Japonia cały czas pozostawała sobą, pieczołowicie chroniąc przed zmianami najgłębsze pokłady swej tożsamości. japonia

Umiejętnie zapożyczając z zagranicy rzeczy naprawdę użyteczne, wkrótce stała się mocarstwem azjatyckim i jedną z największych potęg świata; pokazała, że przyszłość ludów Azji wcale nie musi się wiązać z dominacją białych.

most Akashi
Most Akashi

A niedługo potem Japończycy potrafili obrócić przeciw Europejczykom ich własne zdobycze i świat przekonał się, czego może dokonać naród, który sam zdecydował się na unowocześnienie, przeprowadzając je na własnych zasadach – a nie tańcząc na europejską nutę.

W przypadku muzyki rzecz się miała bardzo podobnie. Przez wieki Japonia podlegała licznym wpływom asymilując muzyczne idee głównie z kontynentu (Chiny, Wietnam, Korea). Z tej mozaiki różnorodnych  komponentów powstała jednak muzyka na tyle oryginalna, że dziś postrzegana jest – mimo bogactwa zapożyczeń – już jako rdzennie japońska.

Zanim zagłębimy się w bardziej szczegółowe rozważania warto uświadomić sobie, że Sara w kawowych podróżach tym razem zaciągnęła nas na kraniec świata. Dlatego trzeba być przygotowanym, że nie wszystko co tam spotkamy będzie jasne, proste i oczywiste. Dla przeciętnego europejskiego odbiorcy muzyka Dalekiego Wschodu raczej bliska nie jest. Pominąwszy wąskie grono koneserów, którzy zgłębiając filozoficzno-religijne aspekty leżące u jej podstaw, byli w stanie zbliżyć  się do istoty kultury orientu, dla melomana z Zachodu muzyka ta z reguły jest estetycznie całkowicie odmienna od  wszystkiego co zna. Oczywiście można skwitować ten fakt stwierdzeniem, że taki „dziwny” twór nas „nie kręci” i machnięciem ręki przekreślić szansę na spotkanie z egzotyką. Z drugiej strony, skoro kultura Japonii dała światu tak wiele – orgiami, ikebana, karaoke, manga, hentai, karate, aikido, kendo, sumo itd., to może warto powstrzymać ów gest zniechęcenia i podjąć wysiłek by Daleki Wschód nie był aż tak daleki. Sądzę, że warto wzbudzić w sobie odrobinę ciekawości, a wówczas nasza wycieczka z pewnością się uda.

This slideshow requires JavaScript.

Niezwykła oryginalność tradycyjnej muzyki japońskiej wynika z jej zróżnicowanego rodowodu filozoficzno-religijnego – z zakorzenienia w trzech religiach: sintoizmie, taoizmie i buddyzmie. Dotarcie do jej początków nie jest łatwe bez przybliżenia wizji wszechświata mającej źródło w starożytnych Chinach. Wiąże się to z swoistym sposobem postrzegania świata, zgodnie z którym człowiek jako nierozerwalna cześć boskiej przyrody powinien żyć z nią w zgodzie i jej służyć, a nie, jak zdaje się Europejczykom, podporządkowywać ją sobie. Ta diametralnie odmienna od zachodniej koncepcja jedności człowieka ze wszechświatem głosi, że uniwersum ludzkie nie istnieje samodzielnie, a wręcz przeciwnie, stanowi jedynie część świata przyrody –  łączącej się z kolei w wieczności z całym kosmosem. Właśnie dzięki temu tradycyjna muzyka japońska kryje w sobie niezwykle bogaty i tajemniczy świat dźwięków symbolizujących nieskończoną harmonię człowieka z naturą.the sacred bridge japan

Swoiste piętno na tej muzyce odcisnęły prastare wierzenia starożytnych Chińczyków, a zwłaszcza kult Nieba. Już od najdawniejszych czasów tajemnice jakie krył otaczający świat, pełen niewytłumaczalnych zjawisk, takich jak trzęsienia ziemi, ulewy czy susze, spędzały im sen powiek. Początkowo sądzili, że wszechświat to twór nieokreślony i nieuporządkowany, w którym nie panują żadne prawa. Potem jednak odkryto, że takie zjawiska, jak następstwo dnia i nocy, cykle pór roku, wschody i zachody słońca, da się opisać za pomocą równań matematycznych. Utwierdziło to ich w przekonaniu, że w niebie drzemie niezwykła siła panująca nad światem ludzi, a to z kolei zrodziło wiarę w bóstwo nieba. Konsekwencją było przeświadczenie, że takie same ścisłe zasady powinny regulować współżycie między ludźmi, a także organizować świat dźwięków. Zauważono, że ciała niebieskie, krążące wokół orbity ziemskiej i dźwięki instrumentów muzycznych, których wysokość i następstwo także da się określić za pomocą obliczeń matematycznych, podlegają tym samym prawom. Obie sfery przenikają się i egzystują w ścisłej zależności od siebie. Muzykę zaczęto zatem postrzegać jako uniwersalne, wykraczające poza czas i przestrzeń ogniwo wszechświata, którego prawa nazwano drogą Nieba czyli tao. Jak postępować na tej drodze wyjaśniała koncepcja zakładająca dwoistość natury:  yin – yang. Zgodnie z nią wszechświat determinowany jest działaniem dwóch przeciwnych, ale zarazem przenikających i uzupełniających się sił, których wzajemna relacja i oddziaływanie są przyczyną powstania wszelkich zjawisk. Siłę yin, wyrażaną przez liczby parzyste, skojarzono z żeńskim aspektem natury, który cechuje bierność, chłód, ciemność, spokój, a w cyklu dobowym – z nocą. Siła yang natomiast, symbolizująca męski aspekt natury, oznacza się żywiołowością, jasnością, aktywnością, ciepłem i wyrażana jest liczbami nieparzystymi. Obie siły mają zatem zupełnie kontrastujące ze sobą cechy, a ich wzajemna relacja polega na uzupełnianiu się i warunkowaniu swego istnienia. Yin nie może istnieć bez yang a yang bez yin. To właśnie sekwencję obu sił nazwano drogą (tao) rozumianą jako bieg wydarzeń, następstwo rzeczy, a także jako właściwy sposób postępowania człowieka.

Zasada yin-yang została połączona z inną chińską koncepcją wuxing, według której cały wszechświat składa się z pięciu praelementów: ognia, wody, ziemi, drzewa i metalu. Istotna w tym porządku jest zdolność do ujarzmiania elementu poprzedzającego – woda gasi ogień, ziemia panuje nad wodą, drzewo włada ziemią, metal tnie drzewo, ogień topi metal. Obie filozofie, wyjaśniające przyczyny i cel występujących w przyrodzie zjawisk, mimo że powstałe i rozwijające się niezależnie od siebie, z czasem zostały zespolone w jedną spójną koncepcję tworząc ontologiczną podstawę świata.

W Japonii szybko zyskała ona wielką popularność, wywierając istotny wpływ na życie duchowe, medycynę, astrologię i wśród wielu innych dziedzin także na muzykę. Ale na jej kształt oddziaływała również rodzima tradycja sintoistyczna. Wyrosła ona z prastarych wierzeń w bóstwa kami obdarzonych zdolnością do przemieszczania się miedzy Niebem a Ziemią i do zamieszkiwania w naturze. Japończykom przyroda zawsze wydawała się zjawiskiem natchnionym i pięknym, a fakt, że stanowiła dom dla przodków, bóstw i duchów kami dodawał jej magii i tajemniczości. Wierzenia te, od początku silnie zakorzenione w japońskiej mentalności, zaowocowały charakterystycznym stosunkiem do przyrody: to harmonia i niedziałanie – należy pozwolić rzeczom istnieć zgodnie z ich naturą, nie ingerując w bieg wydarzeń, jak głosi naczelna zasada taoizmu. Podobną postawę wyrażali w muzyce; uważali, że jest piękna i szlachetna wówczas gdy w pełni odzwierciedla przyrodę. Gdy pobrzmiewa w niej zachwyt nad brakiem regularności, ulotnością, przemijaniem, bogactwem barw i dźwięków nie tylko tych harmonijnych, ale także fałszywych. Można zatem powiedzieć, że jest ona esencją i wyrazem japońskiego umiłowania przyrody – afirmacją rzeczywistości ze wszystkimi jej zaletami i niedostatkami. fuji

Te wszystkie idee znalazły swój najdoskonalszy wyraz w gagaku – eleganckiej muzyce dworskiej, która wśród szerokiego wachlarza gatunków i stylów wykształconych w muzyce archipelagu jest ceniona najbardziej. Jej historia liczy sobie ponad tysiąc czterysta lat i uważana jest za najstarszą na świecie, stale kultywowaną muzykę orkiestrową. A jak brzmi? Posłuchajmy.

Prawda, że trochę to inne od muzycznych propozycji serwowanych nam przez radio? Zdecydowanie inne. Ale może dzięki temu ciekawe. Teraz gdy już poznaliśmy historyczne uwarunkowania i kosmologiczne podłoże tej muzyki można pokusić się o ciąg dalszy przybliżania. Na przykład: jakie nazwy noszą te egzotyczne instrumenty, czemu oni wszyscy tacy poważni, no i gdzie w tej orkiestrze podział się dyrygent? Odpowiedzi w następnym odcinku.

Karol Szymanowski

8 myśli nt. „Przybliżanie Dalekiego Wschodu”

  1. Jak zawsze ciekawy artykuł, dodam tylko, że jazzmeni i to w miarę współcześni (choćby Herbie Mann) też starali się wykorzystywać muzykę Japonii, a wielki sukces w popie piosenki „Sayonara” Kuy Sakamoto w latach 60 XX wieku (pewnie trochę związany z Olimpiadą w Tokio w 1964) też trochę przybliżył ten ciekawy kraj i jego kulturę. Myślę, że sporo mógłby dodać prof. Piotr Sutt, który bywał w Japonii.
    Pozdrawiam
    Zapa

  2. No cóż, znowu doskonały tekst o muzyce japońskiej. Gorzej z samą muzyką gagaku. Tu niestety zgadzam się z moim wnukiem, który słysząc iiiii, łłłłłu, bum,JJJiiiiiiiiiiiiiii, buuum booooom, ijii…..zrobił wielkie oczy i ze strachem zawołał „mamaaa”. Zdecydowanie bardziej lubimy słuchać Japończyków grających muzykę europejską, szczególnie Chopina na fortepianie.

    Biria

  3. Muzyka dalekiego wschodu, która jest dla nas obca i pozornie nie do zaakceptowania, okazuje się (przynajmniej dla mnie) bardzo przyjemna w połączeniu z naszą europejską „regularnością”. Oglądając filmy animowane zdarzało mi się wielokrotnie natrafiać na muzykę, która miała wczuć widza w klimat feudalnej Japonii, samurajów, wojen klanowych. Ów muzyka tworzona przez współczesnych autorów, jak chociażby Naoki Satō czy Ikue Asazaki, wyśmienicie przedstawiała muzykę ludową, tak świetnie opisaną przez Pana Karola, urozmaicaną (żeby nie użyć pochopnie słowa „ulepszana”) europejskimi wynalazkami.
    Chciałbym tutaj przemycić linki do próbki obydwu wymienionych wyżej autorów, aby przedstawić to w trochę bardziej „namacalny” sposób.

    https://www.youtube.com/watch?v=J40byLIZ8ns

    https://www.youtube.com/watch?v=bEQtkLNTmRs

    Oczywiście jeszcze słowa uznania dla Twórcy tekstu i podziękowania za sprawianie, cytat, : „by Daleki Wschód nie był aż tak daleki.” 🙂

    Pozdrawiam, Dawid

  4. Byłem ciekawy, co w japońskiej tradycji, filozofii i wypływającej zeń muzyki może mnie poruszyć ? W dalszym ciągu tego nie wiem, nawet po przeczytaniu tego znakomitego tekstu Karola Szymanowskiego.
    Kulturowo czuję się nazbyt odległy od obywateli państwa „Kwitnącej Wiśni”, aby łatwo pozwolić się zachłysnąć ich odmiennością. Dla mnie, osoby zamiłowanej w muzyce synkopowanej, brak jest tego esencjonalnego pulsu w japońskiej muzyce. Znajduję w niej piękne, ale monotonnie rozbrzmiewanie zachwytającego wodospadu, ale woda pod nim nazbyt spokojna. Żadnego wiru, żadnego kamienia, żadnej fundamentalnej zmiany kierunku, uskoku. Nie ma tego co charakteryzuje pulsujący jazz, gdzie jest żywioł, prawda i szaleństwo.
    Nie mam prawa ani chęci negacji, którejkolwiek z muzycznych narracji, tym bardziej, tych za którymi stoi dorobek stuleci, jednak swoją dzisiejszą kawę wypijam przy dźwiękach muzyki Chet Bakera, który tak wiele swoich płyt wydał dzięki zaangażowaniu japońskich wydawców:)

  5. Postanowiłem nadrobić sobie ten bardzo interesujący artykuł. Jako, że kultura Japonii zawsze była dla mnie ciekawa, aż szkoda, ze tak szybko się skończył. Miło dowiedzieć się czegoś nowego o historii tego kraju, tym bardziej z kręgów muzycznych. Dźwięki, które przewijały mi się już w wielu współczesnych utworach, nagranych chociażby do wspomnianego anime, teraz wiem, że mogą mieć swój zaczątek właśnie w gagaku.

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz